Co było pierwsze, jajko czy kura?

Co było pierwsze, jajko czy kura?

Jajko i ziemniak

Filozofowie zastanawiają się co było pierwsze, jajko czy kura. Tego nie wiem, ale wiem, że najpierw było jajko, a potem ziemniak, bo dokładnie tak ludzie traktują swoje dzieci. Z tym pierwszym obchodzą się jak z jajkiem, delikatnie i ostrożnie. Z drugim – byle było w dobrym stanie.

I tak, pierwsze przebieramy jak się tylko zaślini, drugie chodzi brudne do wieczora. Pierwszemu myjemy grzechotkę, gdy upadnie na podłogę, drugiemu – odklejamy psie włosy i podajemy. Pierworodnemu wyparzamy butelki, myjemy w specjalnym płynie, drugiemu – myjemy butelki ludwikiem. Na płacz starszego przybiegamy oboje. Przy młodszym przeczekujemy, które z nas pierwsze wstanie.

Myślicie, że z Wami było inaczej? To otwórzcie rodzinne albumy. Ilość zdjęć przypadająca na nowych członków rodziny jest odwrotnie proporcjonalna do ich ilości.

Czy wynika to tylko ze zmęczenia? A może z rosnącego doświadczenia życiowego? Bo jeśli wielu rodziców tak postępuje i ich dzieci jakoś sobie radzą, to nasze też dadzą radę. A może zaczynamy ufać sobie, w roli rodzica. Oraz, z wahaniem ale konsekwentnie, zaczynamy wierzyć w umiejętności naszych dzieci. Więc dlaczego, tak trudno zaufać nam społeczeństwu? Czemu, jeśli chodzi o nasze dzieci, na każdym kroku wydaje nam się, że czyha na nie zła czarownica ziejąca ogniem?

Nie odchodź za daleko

Jak tak dalej pójdzie, to za kilka lat nie będzie już sporu o to, czy wychodzimy na pole czy na dwór, bo nie będziemy wychodzić nigdzie. Za czasów mojej podstawówki, całe popołudnia spędzaliśmy pod blokiem (swoją drogą ciekawe czemu nie „przed”), bawiąc się wspólnie z innymi. Teraz, jak jadę do rodziców, to pomiędzy blokami nie ma nikogo.

Ale czy nie jest tak, że to rodzice w kółko powtarzają – „tylko nie odchodź za daleko”, „baw się tak, żebym Cię widział/a”, „nie rób tego, bo zrobisz sobie krzywdę”?

Cóż, mam nadzieję, że kiedy Emilka i Kacperek podrosną, to nie będę jak ta kwoka siedzieć na jajku, tylko pozwolę im opuścić nasz ogródek. Nawet jeśli mieliby być jedynymi dziećmi bawiącymi się na ulicy.

Powrót na górę