Jedziemy nad morze -kamperem do Łeby

Już nie wrócę na morze

„Już nie wrócę na morze” to początek refrenu jednej z moich ulubionych szant „Dziki włóczęga”. Marynarz śpiewa jak trudny był jego los i obiecuje sam sobie, że więcej nie wróci. Ale moim zdaniem wróci, tak jak zwykle wracali wielorybnicy, marynarze i żeglarze. I my też ponownie wracamy. Nie na morze, ale chociaż popatrzymy na fale i posłuchamy szant w portowej knajpie. Mamy na to tydzień. Jedziemy kamperem do Łeby.

Przejazdem przez Bory Tucholskie

Jadąc na północ Polski nie mogę nie wspomnieć o Borach Tucholskich. Wprost nie mogę uwierzyć, że w zeszłym roku byłam tam pierwszy raz (opis tutaj). To wszystko przez te osobówki, przemierzające kraj autostradą, gdzie widzi się tylko MOPy. A kamperem jeździ się inaczej, spokojniej, podziwiając kraj. I tak, przy drogach krajowych czerwienią się maki na polach, niebiesko błyszczą chabry i wyki polne. Przejeżdżaliśmy też koło żółtych pól rzepaku a nawet fioletowych pól lawendowych! A co na to Bory? Zakochaliśmy się w nich od pierwszego wejrzenia i to oczarowanie utrzymuje się nadal. Jak tylko wjechaliśmy w Obszar Natura Bory Tucholskie wiedzieliśmy, że musimy tam wrócić jeszcze w tym sezonie (bylismy we wrześniu, opis tutaj).

Ponieważ było już późno, a dzieci robiły się coraz bardziej marudne, postanowiliśmy zostać w Borach na noc (początkowo chcieliśmy pojechać nad jezioro Turkusowe). Naprawdę łatwo jest zaparkować na nocleg. Piszę zaparkować, ponieważ oczywiście nie wszystkie miejsca nadają się na biwakowanie, ale nam zależało tylko na noclegu. Przez Bory Tucholskie prowadzą głownie drogi wojewódzkie i mniejsze, przy których jest bardzo dużo zadbanych, leśnych parkingów. My w pewnym momencie zjechaliśmy z krajowej 91 na wojewódzką 272, a później na jakąś małą gminną drogę, która łączyła miejscowości. I w okolicy Czerska Świeckiego wzdłuż drogi było kilka miejsc oznaczonych jako miejsce postoju. Wybraliśmy jeden z nich (53.554689, 18.463443). Okazało się, że zaczyna się tam kilkukilometrowy szlak prowadzący wokół jeziora. Mieliśmy w planach pospacerować tam rano ale plany pokrzyżował nam deszcz. W związku z tym, pięknymi lasami cieszyliśmy się tylko przez okna samochodu. Drogę do Łeby wybraliśmy chyba najdłuższą możliwą, żeby cieszyć się widokami wysokich sosen. Las był inny niż w sierpniu zeszłego roku. Nie było jeszcze wrzosów, zamiast tego zieleniły się jagodnice. Zwłaszcza w deszczu. Pięknie.

Kemping w Łebie

Do Łeby dojechaliśmy wczesnym popołudniem. Tym razem zdecydowaliśmy się na kemping Łebski Ośrodek Wczasowy. Ponieważ sezon w tym roku zaczął się bardzo późno, kemping był tylko w połowie otwarty. Dla nas ok. Kemping jest pięknie położony w lesie i składa się prawie wyłącznie z domków letniskowych i przyczep do wynajęcia, oraz terenu przeznaczonego na kampery, przyczepy i namioty. Dodatkowo wyjście z kempingu znajduje się 250 m od plaży. Choć dla nas największą zaletą był brak wydzielonych parceli -można stanąć kamperem gdzie się chce.

W ogóle wybrzeże Bałtyku jest pełne kempingów. Rzeka Łeba, uchodząc do morza dzieli plaże na dwie części wschodnią i zachodnią. Przy wschodniej części jest port z kutrami rybackimi, deptak, knajpy i znaczna część hoteli i kwater na wynajem. Po zachodniej części jest mnóstwo kempingów – więc jeśli ktoś jedzie kamperem do Łeby, to w ciemno można jechać na plażę zachodnią. Po tej stronie rzeki znajduje się również port jachtowy (też mają swój kemping w porcie) i duża ilość parkingów. Wszystkie były darmowe (choć to tymczasowa sytuacja, pewnie w sezonie są płatne) dlatego wiele kamperów nocowało na parkingach.

Na plaży zachodniej jest też mniej ludzi i w ogóle wydaje mi się jakaś bardziej dzika. Zresztą sami zobaczcie z kamery przy wejściu na plażę: Widok z plaży zachodniej

Wybrzeże Bałtyku

Ten wpis to część cyklu opisująca nasz urlop w Łebie. Jeśli interesują Was inne miejsca, które zwiedziliśmy podczas wyjazdu nad morze, to zachęcam do przeczytania:
Jedziemy nad morze – kamperem do Łeby
Co robić w Łebie z dziećmi
„Polskie Malediwy” – czy warto tam jechać?

Powrót na górę