Niebanalne Tatry

Nie lubię Morskiego Oka. Ani Doliny Kościeliskiej. Nie lubię ich za to, że są wiecznie zatłoczone, że turyści ustawiają się w kolejkach do zrobienia zdjęć. Za to, że parkingi zapełniają się już wczesnym rankiem i że są tak horrendalnie drogie. Ale najbardziej nie lubię ich za to, że są tak niesamowicie piękne. W Polsce jest wiele pasm górskich i wszystkie mają wiele uroku, ale Tatry mają to coś wyjątkowego, co sprawia, że chwyta za serce i nie chce puścić. Że wyszukujemy sobie różne powody, byle tylko w te Tatry wrócić. I ponieważ na razie większość szlaków jest dla naszej czwórki niedostępna, to gdy Arek zaproponował wycieczkę nad Morskie Oko byłam na nie. Morskie Oko? Tak banalnie? A właśnie, że tak. Bo Tatry, nawet te najpopularniejsze szlaki, nigdy nie są banalne. Zawsze są pełne uroku.

Zdjęcia z wyjazdu możecie pooglądać w naszej galerii.

Dolina Kościeliska

Niezależnie jednak od mojego entuzjazmu, turystów jest bardzo dużo. Dlatego nasz weekendowy wypad postanowiliśmy zacząć w czwartek. Przy Dolinie Kościeliskiej znajdują się dwa duże parkingi. Ponieważ przyjechaliśmy dość późno, oba wolne. Za postój zapłaciliśmy 40 zł. Według cennika powinno być 30 zł, ale panu najwyraźniej nie podobało się, że siedzimy w środku (postanowiliśmy zjeść obiad przed pójściem na szlak) i policzył nam dodatkowe 10 zł. Właśnie tego nie lubię w Tatrach, że czasami miejscowi do przesady wykorzystują sytuację.

Pustki na parkingu znalazły odzwierciedlenie na szlaku. Jakieś pojedyncze grupki osób się zdarzały, ale było to nic w porównaniu do mojego wyobrażenia o tłumach. Miłe zaskoczenie. Dolina Kościeliska ma nawierzchnię gruntową, ale wygodną dla wózka, nawet z małymi kołami.

Przez pierwsze pół godziny drogi (tempem 2-latka) dolina jest szeroka, co pozwala podziwiać góry. Później gwałtownie się zwęża i idziemy dalej, mając za bezpośrednie towarzystwo szemrzący strumień z jednej strony, oraz ścianę skał i drzew z drugiej. Co ciekawe, odczuwalna temperatura spadała o kilka stopni w momencie wchodzenia między skały. Znacznie wzrastała siła wiatru. W upalne dni jest to pewnie fajne, ale kiedy temperatura powietrza wynosi 12 stopni, to dalsze ochłodzenie naprawdę nie jest nam potrzebne.

Nie tylko zresztą temperatura dała o sobie znać. Piękne słońce również przypomniało nam o tym, że z dolinek znika bardzo wcześnie. A ponieważ szliśmy bardzo wolno, to niestety musieliśmy zawrócić nie doszedłszy do schroniska. W drodze powrotnej zrobiło się tak zimno, że cieszyłam się, że mam na sobie czapkę i rękawiczki.

Droga nad Morskie Oko

Niestety w okolicy Zakopanego, tanie noclegi i tanie kempingi należą już do przeszłości. Zdecydowaliśmy się więc na darmowy postój (49.294237N, 20.114718E). Widoki na Tatry piękne i bardzo blisko Łysej Polany, ale na tym plusy się kończą. Jest to typowy parking, więc nie jest przyjemnym miejscem do biwakowania. Ale nie miało to dla nas znaczenia, gdyż było tak zimno, że wieczór i tak spędziliśmy w kamperze. Rano pojechaliśmy na parking Palenica Białczańska (30zł), będący jednocześnie początkiem drogi do Morskiego Oka. Zanim zjedliśmy śniadanie, przygotowaliśmy prowiant na drogę i wyszliśmy na szlak, była już prawie godzina 10:00. I chociaż był piątek, to parking był prawie cały zajęty.

Cała droga nad Morskie Oko jest asfaltowa i wynosi 9 km w jedną stronę. Droga pod górę, zajęła nam niecałe 3 godziny, zejście troszkę ponad 2 godziny. Udało się osiągnąć ten czas głównie dzięki temu, że Emi większość drogi jechała w wózku. Trasa jest łatwa ale po prostu długa. Dlatego, o ile kilkuletnie dzieci nie są przyzwyczajone do dużego wysiłku, to proponuję poczekać aż trochę podrosną. Wzdłuż drogi są częste miejsca odpoczynku oraz toalety.

A czy warto w ogóle tam wchodzić? Tak. Już chwilę po rozpoczęciu spaceru zaczynają się ładne widoki. A im wyżej, tym lepiej. Widać nawet więcej niż kilka lat wcześniej, gdyż ogromne połacie lasu uschło. Więc ciągnąca się serpentynami droga, odsłoniła szczyty górskie w wielu nowych punktach widokowych. Przyczyną usychających drzew jest kornik drukarz, który atakuje tatrzańskie lasy. I choć wiem, że taka jest kolej rzeczy, i że przyroda sobie z tym poradzi, to jednak uschłe pnie i gołe gałęzie sprawiają przygnębiające wrażenie. Niezmiennie ładny jest jednak wodospad Wodogrzmoty Mickiewicza i widok z Polany Włosienica.

Morskie Oko

Cel osiągnięty! Wspaniałe, zielonkawe, owalne jezioro błyszczy zachęcająco w słońcu. Góry, wchodzące wprost do jeziora sprawiają, że człowiek czuje ich potęgę. I choć nie ma tam emocji, które towarzyszą wielogodzinnym wędrówkom po nieprzetartych szlakach, to z pewnością jest tam ich namiastka.

Emi, jak na małego turystę przystało, z dumą jadła obiad z termosu. Następnym razem zabierzemy ją do schroniska (to było zamknięte, można było tylko zamawiać potrawy przez okienko). Później było podziwianie kaczek, chodzenie po kamieniach i po prostu cieszenie się widokiem. Około godziny 14:00 zaczynało się robić tłumnie, co dla nas było sygnałem do powrotu.

Na parkingu działa niewielka restauracja, gdzie ze smakiem można zjeść gorącą kwaśnicę czy słodką szarlotkę. W sezonie dodatkowo otwarte są food trucki z hamburgerami, frytkami itp. My wzięliśmy na wynos pyszną zupę gulaszową. Mniam.

Małe Ciche

Było piątkowe popołudnie, kolega z Krakowa miał wkrótce dołączyć swoim kamperem, więc chcieliśmy poszukać fajne miejsce na nocleg. Tym razem skorzystaliśmy z mapy grupy biwakowej i wybraliśmy Polanę Zgorzelisko, przy górnej stacji narciarskiej w Małym Cichym. Świetne miejsce. Wprawdzie jest to zwykły szutrowy parking, ale w okolicy nie ma praktycznie zabudowań (dwie nieczynne knajpy) i hotel w oddali, więc nie ma lokalnego ruchu. Zarówno wieczorem, jak i rano, nie było ludzi.

A te widoki! Panorama Tatr na wyciągnięcie ręki. Było tam tak ładnie, że Arek zrobił nie tylko zdjęcia o zachodzie słońca, ale wstał nawet na wschód (4:42 rano). Zdjęcia znajdziecie w naszej galerii.

W sobotę mieliśmy pójść do Doliny Strążyskiej. Trasa tam nadaje się wyłącznie dla wózków z dużymi kołami, ale ponieważ jest bardzo krótka (2 km w jedną stronę), nasz mały piechur dałby radę. Jednak w Małym Cichym było tak fajnie, że zanim byliśmy gotowi do wyjazdu zrobiła się godzina 10:00 a to za późno, by zaparkować w Zakopanem (zwłaszcza dwoma kamperami). Dlatego większość naszej ekipy poszła na spacer, a ja opalałam się przed kamperem chłonąc piękno Tatr.

Mały spacerek asfaltem, szybko przeszedł w gruntowy szlak przez Maniowski Las, by później zmienić się w ostre zejście kamienistą drogą do wsi, i zakończyć podejściem wydeptaną ścieżką wzdłuż wyciągu narciarskiego. Jak się domyślacie nie była to trasa na wózek, ani dla 2-latka. Dla kilkulatka tak, choć również męcząca. Nagrodą są jednak piękne widoki, urocza drewniana kapliczka św. Bartłomieja i ładna góralska wioska.

Po powrocie i obiedzie, wróciliśmy do Krakowa, zapisując w naszej pamięci kolejne piękne wspomnienia.

Opisy innych tras dogodnych dla wózków znajdziecie w kategorii weekendowe wypady.

Powrót na górę