Site Loader

Polskie Malediwy, czyli jezioro turkusowe

Na powrót z nad morza do Krakowa przeznaczyliśmy 2 dni. Z Łeby wyjechaliśmy w sobotę rano, planując odpoczynek nad jeziorem turkusowym koło Konina, przez niektórych określanym jako „polskie Malediwy”. Co to jest i czy warto tam jechać? I czy w ogóle można?

Jakiś czas temu zdjęcie tego zbiornika wodnego pokazała mi znajoma. Zdjęcie super! Piękna, turkusowa woda, bielutki piasek. Wrzuciłam hasło w google – jest. Jeziorko koło Konina, zjazd z drogi krajowej 25, wygodny parking. I jeszcze więcej pięknych zdjęć. W jednym wpisie było napisane, że jest zakaz kąpieli. Nie planowaliśmy się kąpać, więc postanowiliśmy tam pojechać, w końcu to „polskie Malediwy”.

I muszę przyznać, że w rzeczywistości jest równie ładnie jak na zdjęciach. Woda jest krystalicznie czysta, o pięknym, turkusowym kolorze. Trzciny porastające brzegi szumią na wietrze, a w oddali bieli się plaża.

Jest jednak jeden warunek – trzeba przyjechać gdy świeci mocne słońce. My mieliśmy słoneczny dzień, ale przyjechaliśmy zbyt późno. By woda miała turkusową barwę, należy patrzeć na nią „ze słońcem” a nie „pod słońce”, więc widok z plaży jest atrakcyjny tylko do południa. Dlatego też nie poszliśmy na plażę, tylko oglądaliśmy jezioro z drugiej strony. Był jeszcze drugi powód – utrudniony dostęp. Ze skarpy, wąskimi ścieżkami przez zarośla można podejść do zarośniętego brzegu i dalej kontynuować do plaży. Nie jest to możliwe dla wózka (chyba że istniała inna droga, której nie znaleźliśmy).

Polskie Malediwy – co to za jezioro?

Osadnik Gajówka (właściwa nazwa zbiornika wodnego) jest dawnym wyrobiskiem Kopalni Węgla Brunatnego Adamów. Później był wykorzystywany jako składowisko popiołów i żużli. Następnie zaś wypełniony wodą i dziś stał się ciekawostką turystyczną. Osadnik Gajówka swój turkusowy kolor wody zawdzięcza wysokiej zawartości węglanu wapnia pochodzącego z odpadów z elektrowni.

Zakaz wstępu

Co ciekawe, kilka dni po naszym pobycie w tamtym miejscu (po długim weekendzie czerwcowym), Zespół Elektrowni Pątnów-Adamów-Konin SA., który jest zarządcą tego terenu, wydał oficjalne oświadczenie, że to teren zamknięty, gdzie nie wolno wchodzić. Woda ma wysoki odczyn zasadowy (ok 12 pH, czyli jest zbliżona do wybielacza) i moczenie w niej nóg czy dłoni szkodzi skórze. A ten biały, drobny piasek, to po prostu popiół z elektrowni, który jest bardzo grząski i stąpając po nim możemy się zapaść jak w ruchomych piaskach.

W oświadczeniu elektrowni można też przeczytać, że turyści nagminnie łamią wyraźne zakazy, wyłamują płoty i urządzają pikniki nad wodą. Nie wiem, o których płotach mowa, gdyż my, widzieliśmy tylko duży, asfaltowy parking przy jeziorze i żadnego ogrodzenia. Wprawdzie zobaczyłam małą tabliczkę z napisem „zakaz wstępu”, ale dopiero wracając z powrotem na parking.

Warto czy nie warto?

Myślę, że nie warto planować wyjazdu nad to jezioro jako głównej atrakcji, ale jeśli jest się w okolicy przejazdem, to można się zastanowić czy nie nadłożyć kilkanaście kilometrów i nie zaglądnąć nad nasze „polskie Malediwy”. Przypuszczam jednak, że gdybym wcześniej przeczytała o zakazach, nie zdecydowalibyśmy się na ten przyjazd. I jeszcze jedna mała uwaga – zbiornik nie tylko ma niebezpieczną zawartość, ale wydziela też dziwny zapach. Może nie bardzo intensywny, ale wyraźnie w powietrzu da się wyczuć chemikalia.

Ale tam jest tak ładnie…

Cóż, mimo wszystko muszę przyznać, że ta błękitna woda robi wrażenie. Co więc robić, skoro obecnie jest zakaz wstępu? Poczekać. Elektrownia już rozpoczęła rozmowy z gminą Przykona, w jaki sposób zagospodarować teren tak, by był od bezpieczny dla odwiedzających. Sprawdźcie za rok czy dwa – może będzie inaczej. A tymczasem zachęcam do podróży nad inne jeziora.

Wybrzeże Bałtyku

Ten wpis to część cyklu opisująca nasz urlop w Łebie. Jeśli interesują Was inne miejsca, które zwiedziliśmy podczas wyjazdu nad morze, to zachęcam do przeczytania:
Jedziemy nad morze – kamperem do Łeby
Co robić w Łebie z dziećmi
„Polskie Malediwy” – czy warto tam jechać?

Jadzia

Kategorie