Site Loader
Szlakiem latarni morskich wybrzeża Bałtyckiego

I znowu nad morze!!! Mając w planach ostatni dłuższy urlop w tym roku, łatwo było wybrać kierunek – Bałtyk. Ale gdzie pojechać? Które plaże są najładniejsze, a które miasteczka oferują najwięcej atrakcji? Postanowiliśmy więc to sprawdzić i przejechać całe wybrzeże Bałtyku szlakiem latarni morskich. Przez 10 dni zobaczyliśmy wszystkie 17 latarni morskich oraz weszliśmy na 13, które są dostępne do zwiedzania. W każdej odwiedzonej latarni zdobywaliśmy stempelek w paszporcie, więc będziemy ubiegać się o odznakę miłośnika latarni morskich BLIZA. Cel osiągnięty!

Nasze NAJ nad Bałtykiem

Ponieważ przejechaliśmy całe wybrzeże Bałtyku – od Świnoujścia po Hel, i aż po granice Polski na Mierzeji Wiślanej, ogłaszamy:
NAJładniejsza latarnia – w Gdańsku
NAJfajniejszy widok z latarni – w Kołobrzegu
NAJciekawsze wnętrze latarni – w Stilo
NAJpiękniejsza plaża – w Słowińskim Parku Narodowym
NAJcieplejsza woda – w Wolińskim Parku Narodowym
NAJurokliwsze miasteczko – Ustka
NAJsmaczniejsza ryba – w Unieściu
NAJlepsze gofry – w Łebie
NAJfajniejszy port rybacki – w Rowach
NAJładniejszy port jachtowy – w Jastarni
NAJbardziej różnorodne miejsce – Hel

Szlakiem latarni morskich z dziećmi

Widząc uśmiechy na twarzach naszych dzieci polecam tę trasę dla wszystkich rodzin. Wprawdzie do części latarni można wejść dopiero po ukończeniu 4 roku życia, ale to i tak rewelacyjny pomysł na wakacje. Może to możliwość oglądania świata z wysokości większej niż metr sprawiła, że tak im się podobało. Albo nadmorskie deptaki pełne kolorowych kramów. I oczywiście ogromna, ciągnąca się kilkaset kilometrów piaskownica zwana plażą.

Całe wybrzeże od Świnoujścia po Hel, i dalej do Krynicy Morskiej to około 700 km i 15 miejscowości, gdzie są latarnie (w Gdańsku i Rozewiu są po dwie). My tę trasę zrobiliśmy w 10, dość intensywnych dni. Zwiedzaliśmy po dwie lub trzy latarnie dziennie i to jest maksimum, który należy zakładać podróżując z dziećmi. Nie tylko dlatego, że bylibyście zmęczeni większą ilością, ale po prostu latarnie będą zamknięte. Jeśli ktoś ma troszkę więcej czasu, to proponowałabym jeszcze bardziej rozłożyć zwiedzanie, tak, by co kilka dni dać sobie cały dzień nicnierobienia na plaży. Nam troszkę tego brakowało. Ale też nie spodziewaliśmy, że we wrześniu będziemy mieli tak piękną pogodę, że codziennie będzie można się kąpać.

My tę trasę pokonaliśmy oczywiście kamperem. Ale ponieważ nad morzem jest mnóstwo miejsc noclegowych, a odległości są naprawdę niewielkie, bez problemu można zaplanować trasę samochodem, z noclegami stacjonarnymi po drodze. Na tym blogu znajdziecie opis wyprawy z dziećmi, z namiotem czytaj.

Noclegi

Na całym wybrzeżu są dziesiątki kempingów. W niemalże każdej miejscowości. Jednak, ponieważ wiedzieliśmy, że wieczory będą długie i chłodne, i raczej będziemy je spędzać w kamperze, nie nocowaliśmy na kempingach. Dlatego wybieraliśmy parkingi przy plaży, w porcie lub leśne. Teraz, po sezonie, wszystkie były darmowe, a szum morza, prawie każdej nocy kołysał nas do snu. Jeśli jednak chodzi o parkowanie w miastach i miasteczkach – oj, z tym był problem. Niestety 6,5 metra na długość i ponad 2 metry na szerokość nie zmieści się na żadnym ulicznym miejscu parkingowym.

Plan wyjazdu szlakiem latarni morskich

Dzień 1

Wyjechaliśmy z Krakowa w środę późnym wieczorem, i z noclegiem po drodze, w czwartkowe popołudnie dojechaliśmy do Świnoujścia. Ponieważ podróżowaliśmy szlakiem latarni morskich, zwiedzanie zaczęliśmy od… wiatraka. Widziałam jego zdjęcie w przewodniku i mnie zauroczyło. A że akurat trafiliśmy na zachód słońca, to w rzeczywistości wyglądał jeszcze ładniej niż na zdjęciu. Oczywiście nie jest to prawdziwy wiatrak, a znak nawigacyjny w kształcie wiatraka, nazywany Stawą Młyny. To czy da się podejść do stawy zależy od poziomu morza. Prowadzi tam kamienna grobla, ale w naszym przypadku najpierw musieliśmy przejść przez płytką rzeczkę, a potem po zalewanych wodą kamieniach, żeby się tam dostać. Ale ponieważ był to nasz pierwszy dzień nad morzem, to poszlibyśmy tam, nawet gdybyśmy mieli brodzić po kolana w lodowatej wodzie.

Nocleg: Parking przy Jeziorze Turkusowym w Wolińskim Parku Narodowym
GPS/Google Maps: 53°52’45.1″N 14°26’26.2″E / 53.879190, 14.440622
Dystans: 20 km

Dzień 2

Rano pospacerowaliśmy wokół jeziora turkusowego i pojechaliśmy do latarni morskiej w Świnoujściu. Jest to najwyższa latarnia na wybrzeżu Bałtyckim i jedna z najwyższych na świecie – 67,7 metra wysokości i 308 schodów. Ale warto było wejść, bo widoki naprawdę świetne. Później pojechaliśmy do Międzyzdrojów i zatrzymaliśmy się w Camper Beach Park. Parking jest przy samej plaży, na granicy Wolińskiego Parku Narodowego, więc wybraliśmy się na długi spacer po plaży. W szkole uczyłam się o klifach na wyspie Wolin i wreszcie miałam okazje je podziwiać. Warto się tu wybrać. Jest naprawdę pięknie. A jaka ciepła woda!

Wieczorem poszliśmy na spacer po Międzyzdrojach. Jest to typowa, gwarna miejscowość turystyczna. Znajdziemy tam bardzo ładne molo i promenadę. W alei gwiazd są odbite dłonie ponad 100 polskich artystów.

Nocleg: Camper Beach Park w Międzyzdrojach
GPS/Google Maps: 53°56’15.2″N 14°27’31.4″E / 53.937546, 14.458712
Dystans: 32 km

Dzień 3

Dzisiaj latarnia Kikut, do której prowadzi 2,5km spacer przez piękny las (ostatnie kilkaset metrów raczej nie dla wózków). Jest to najniższa Polska latarnia, ale nadrabia to położeniem na wzgórzu. Jest w pełni zautomatyzowana, więc można ją oglądać tylko z zewnątrz. Dalej jedziemy na wschód drogą 102 do Rewala. Spacerujemy klifem z Rewala do Trzęsacza, gdzie oglądamy ruiny kościoła. Ciekawostką jest to, że kościół wybudowano 2 km od brzegu morza, które jednak tak mocno wcinało sie w ląd, że kościół sie zawalił. Wprawdzie to tylko mała ruinka, ale uważam to za naprawdę obowiązkowy przystanek.

Po południu zwiedzamy latarnię morską w Niechorzu. Trochę nas zaskoczyła swoją okazałością. Ogromny plac przed latarnią, dwa wielkie parkingi, dużo atrakcji w okolicy (np. wystawa klocków lego). Coś mi się wydaje, że w sezonie to miejsce jest pełne ludzi. Dalej na wschód prowadzi nas, ciągnąca się wzdłuż wybrzeża, droga 109. Mnóstwo parkingów przy wejściach na plażę. Zostajemy na jednym z nich i oglądamy zachód słońca na plaży koło Dźwirzyna.

Nocleg: Parking leśny koło Dźwirzyna
GPS/Google Maps: 54°09’46.6″N 15°27’06.4″E / 54.162943, 15.451777
Dystans: 90 km

Dzień 4

Niedzielę zaczęliśmy od zwiedzania latarni w Kołobrzegu. Choć jest niewysoka, to jest z niej naprawdę fajny widok na promenadę, molo, falochron i starodawne kosze plażowe. Zwłaszcza te kosze mi się podobały. I galerie obrazów na promenadzie. Emi z kolei była zachwycona pasażerskimi statkami pirackimi, którymi można wybrać się na krótki rejs po Bałtyku. Sama latarnia zaś, została wybudowana po II wojnie światowej na pozostałościach fortu obronnego, ale światełko nawigacyjne mruga zgubionym wędrowcom już od 1666r.

Kolejną latarnią tego dnia była latarnia w Gąskach. Wysoka, smukła, ceglana budowla, konkuruje moim zdaniem z latarnią Gdańską o miano tej najładniejszej. Po latarni przyszedł czas na port rybacki. Zahaczyliśmy o ten w Chłopach, ale na obiad zatrzymaliśmy się w Unieściu. Fajna mała przystań rybacka, gdzie kutry są wyciągane bezpośrednio na plażę. Zdecydowanie była tam najlepsza ryba, i to zarówno smażona jak i wędzona. Bar w którym jedliśmy, chyba nie miał nazwy – mała budka do zamawiania i drewniane ławy w przejściu między budynkami – ale smak smażonej karguleny zostanie ze mną na długo. Na nocleg pojechaliśmy do Darłówka.

Nocleg: Parking przy plaży zachodniej
GPS/Google Maps: 54°26’17.7″N 16°22’28.3″E / 54.438238, 16.374516
Dystans: 100 km

Dzień 5

Poprzedni wieczór był wyjątkowo ciepły, a że staliśmy w samym porcie, to gdy dzieci spały smacznie w kamperze, my siedzieliśmy kilkanaście mentrów dalej na plaży, wsłuchując się w szum fal. Rankiem spacerowaliśmy po Darłówku, do którego oboje z Arkiem jeździliśmy w dzieciństwie na kolonie. Śliczne miasteczko, bardzo turystyczne. Obserwowaliśmy statki przepływające przez kanał i ruchomy most. Z latarni był piękny widok na plażę i falochron. Ta latarnia była najbardziej „domowa”. Drewniana klatka schodowa wyglądała tak samo, jak wejście na poddasze w domu mojej babci.

Wykorzystując piękną pogodę, przez kilka godzin relaksowaliśmy się na plaży. Woda była naprawdę ciepła (oczywiście, jak na Bałtyk), więc w ruch poszły łopatki, wiaderka i foremki. Późnym popołudniem zwiedziliśmy jeszcze latarnię w Jarosławcu. Jednak po prześlicznym Darłówku i zabawie na plaży, ani Jarosławiec, ani latarnia, nie zrobiła na nas dużego wrażenia. Na noc dojechaliśmy do Ustki.

Nocleg: Miejsce biwakowe we wsi Zapadłe, koło Ustki
GPS/Google Maps: 54°35’18.0″N 16°54’55.8″E / 54.588325, 16.915502
Dystans: 60 km

Dzień 6

Ustka to zdecydowanie najładniejsze miasteczko, jakie widzieliśmy podczas tego urlopu. Na starówce dominuje charakterystyczne dla Pomorza, budownictwo szkieletowe. Drewniane belki oraz wypełnienia kwater bielone wapnem sprawiają, że domy wyglądają jak kratownica. Stylowe kawiarnie na każdym kroku aż się proszą, żeby w nich usiąść. Piękną ulicą Marynarki Polskiej doszliśmy do latarni morskiej, obrotowej kładki dla pieszych i promenady. Na nabrzeżu machaliśmy do przepływających obok wycieczkowych statków, a na falochronie oglądaliśmy pomnik syrenki. Wróciliśmy basenem portowym, oglądając domki rybackie z XIX/XX wieku. Przy następnym pobycie w tym rejonie, na pewno wrócimy do Ustki.

Po południu przyjeżdżamy do wsi Rowy. Sądząc po knajpkach, w sezonie jest to bardziej imprezowe niż „senatoryjne” miejsce, co może być naprawdę fajnie. Jednak nam najbardziej się spodobał się port rybacki. Kolorowe kutry, zniszczone wiatrem chorągiewki i rybacy naprawiający sieci na brzegu. Widać było, że jest to miejsce pracy, a nie tylko atrakcja turystyczna. Jest również mała promenada wzdłuż brzegu i piękna plaża, która leży już w granicach Słowińskiego Parku Narodowego.

Nocleg: Miejsce postoju we wsi Czołpinio
GPS/Google Maps: 54°42’10.6″N 17°14’48.8″E / 54.702934,17.246895
Dystans: 53 km

Dzień 7

Nasza podróż szlakiem latarni morskich zawiodła nas dzisiaj do latarni Czołpino. Z parkingu idzie się leśną ścieżką do latarni około kilometra. Część drogi jest po schodach pod górę i zdecydowanie nie nadaje się na wózek. Z parkingu rozpoczyna się ścieżka przyrodnicza „Światło latarni”. Ten 5,5 km niebieski szlak prowadzi z parkingu leśnego w Czołpinie na szczyt najwyższej zalesionej wydmy w Słowińskim Parku Narodowym i na latarnię morską, dalej do zejścia na plażę i wzdłuż brzegu morskiego na zachód. Później ścieżką przez las i asfaltem na parking.  Wspaniały spacer! Las pachniał niesamowicie, a plaża. Ach, najpiękniejsza plaża nad Bałtykiem. Woda krystalicznie czysta, piasek bielutki i delikatny. Bardzo żałowaliśmy, że nie mieliśmy ze sobą rzeczy do kąpieli.

Ponieważ był ciepły i słoneczny dzień, postanowiliśmy zamienić popołudniową latarnię na kąpiel w morzu. Ale, ponieważ nasza dwulatka po przejściu 5 km po piachu, na ostatnim odcinku zasnęła na rękach taty, nie chcieliśmy już wracać na tę plażę. Pojechaliśmy z powrotem do Rowów, gdzie zaparkowaliśmy kampera kilka metrów od plaży. Wszystkim polecam odwrotną kolejność. Zostać w Rowach na noc (54°40’05.7″N 17°03’09.0″E / 54.668248, 17.052489), a następnego dnia jechać do Czołpino i przygotować się na plażowanie.

Nocleg: Parking leśny pod latarnią Stilo
GPS/Google Maps: 54°46’49.9″N 17°44’15.3″E / 54.780519, 17.737582
Dystans: 110 km

Dzień 8

Tym razem ominęliśmy Łebę, w której byliśmy kilka mięsięcy wcześniej (opis tutaj). Ale jeśli ktoś nie był, to zdecydowanie polecam. Miasto jest fajne, oferuje mnóstwo atrakcji i najlepsze gofry nad Bałtykiem.

Dzień rozpoczęliśmy od latarni Stilo. Idzie się do niej kilometr przez las. To również nie jest trasa dla wózków. Ta latarnia wyróżnia się tym, że jest cała metalowa i ma bardzo surowe wnętrze. Właśnie takie miałam wyobrażenie o wnętrzu latarni. Oczywiście spacer po plaży jest obowiązkowy, ale zamiast spacerować tutaj, pojechaliśmy na przylądek Rozewie. Na tamtejszej plaży można poczuć się jak w Chorwacji (rzecz jasna poza temperaturą wody), gdyż jest w większości kamienista. Przybrzeżne klify porośnięte są lasami bukowymi, więc by je chronić, narzucono kamieni. Na plażę prowadzi naprawdę strome zejście. Na przylądku zaś znajdziemy dwie latarnie. Rozewie I, nazywana inaczej starą latarnią, jest dostępna dla zwiedzających. W środku znajdziemy mini muzeum. Co ciekawe, na szczycie latarni nie ma platformy widokowej. Wchodzi sie do pomieszczenia z lampą – jest tam bardzo wysoka temperatura. Druga latarnia – Rozewie II , jest nowszą latarnią, eksploatowaną na przełomie XIX i XX wieku, nieczynną dla zwiedzajacych.

Po południu pojechaliśmy do Jastarni, która ma bardzo ładny port jachtowy i rybacki. Prawdziwą atrakcją są stare, kaszubskie łodzie rybackie tzw. pomeranki. Są to drewniane łodzie z ożaglowaniem gaflowym. Dzięki żaglom, rybacy mogli wypłynąć dalego w morze, a dzięki swej płaskodennej konstrukcji, można je było wyciągnąć bezpośrednio na brzeg, wyłącznie siłą ludzkich mięśni. W porcie cumuje również wiele kolorowych kutrów. Zgodnie z tradycją kolor kadłuba informował o rodzaju ryb, które są poławiane, a kolor nadbudówki był charakterystyczny dla danego rybaka.

Nocleg: Parking w porcie w Jastarni
GPS/Google Maps: 54°41’43.9″N 18°40’24.5″E/54.695513, 18.673474
Dystans: 80 km

Dzień 9

Rano podeszliśmy pod latarnię w Jastarni, która jest jednak zamknięta dla zwiedzających. Zrobiliśmy szybkie zdjęcie z zewnątrz i pojechaliśmy na Hel. Świetne miejsce. Spędziliśmy tam prawie cały dzień i zdecydowanie czujemy niedosyt. Na Helu naprawdę każdy znajdzie coś dla siebie. Mamy oczywiście latarnię, z której jest piękny widok, gdyż wodę widać praktycznie dookoła. Plaże są ogromne, bardzo szerokie i długie. Wokół cypla poprowadzono promenadę przez wydmy, na końcu której jest Kopiec Kaszubów. Wieli kamień z napisem „Hel- początek Polski” skłania do choćby chwili refleksji. Po drodze na cypel mijamy pozostałości fortyfikacji wojskowych. W ogóle dla miłośników militarii jest tam wiele atrakcji, takich jak muzeum obrony wybrzeża.

Na Helu mamy też śliczną promenadę z licznymi knajpkami, deptak z kramami, muzeum rybołóstwa i fokarium. Zjedliśmy pysznego dorsza po kaszubsku (bar Alternatywa) i długo spacerowaliśmy nadmorskim bulwarem. Nie byliśmy w fokarium, ale podobno jest jeszcze lepsze niż to w Łebie, a tamto bardzo nam się podobało. Na muzeum rybołóstwa też zabrakło nam sił. Zdecydowanie na Hel trzeba jeszcze wrócić.

Zatoka Pucka to raj dla miłośników sportów wodnych. Wyjeżdżając z półwyspu Helskiego widzieliśmy mnóstwo kitesurferów zmagających się z rosnącym wiatrem. Na noc pojechaliśmy na klify w Mechelinkach. Na zdjęciach wyglądało to bardzo fajnie, ale nie polecam tego miejsca. Droga wiedzie przez las z nisko zawieszonymi gałęziami i niestety porysowaliśmy sobie bok kampera. Niestety na klifie była straż pożarna, która zamknęła teren i musieliśmy zawrócić. W nocy zresztą był silny sztorm – może to i lepiej, że nie staliśmy wtedy na urwisku skalnym.

Nocleg: Parking przy plaży w Mechelinkach
GPS/Google Maps: 54°36’43.9″N 18°30’43.7″E / 54.612191, 18.512136
Dystans: 80 km

Dzień 10

Przed południem byliśmy już w Gdańsku, oglądając latarnię w Nowym Porcie. Właśnie tę latarnię uważamy za najładniejszą. Ogromnie żałujemy, że jest zamknięta do odwołania dla zwiedzających. W środku jest ponoć równie ładna. Ma ona też znaczenie historyczne, gdyż z okna latarni padł pierwszy strzał II wojny światowej. Po drugiej stronie portu znajduje się pomnik Obrońców Wybrzeża. W Gdańsku jest też druga latarnia, w Porcie Północnym, ale jest to teren zamknięty. Niestety tego dnia po raz pierwszy padał deszcz, który zniechęcił nas do wjazdu do centrum miasta. Ale jeśli ktoś nie był na Gdańskiej starówce, to zdecydowanie polecam spacer pod żurawiem. Na noc można zostać w Nowym Porcie (54°24’26.4″N 18°39’39.3″E / 54.407329, 18.660929).

My pojechaliśmy od razu do Krynicy Morskiej, odwiedzajac tego dnia ostatnią latarnię morską. Zrobiła na nas duże wrażenie, ponieważ jest całkowicie pusta w środku. Nie ma typowej klatki schodowej, tylko schody są wbudowane w ściany. Naprawdę może zakręcić się w głowie. W Krynicy Morskiej było tłoczno i gwarnie – dużo ludzi, dużo restauracji, dużo straganów z pamiątkami. Trochę byliśmy już tym zmęczeni, więc pojechaliśmy dalej. Aż do końca, do miejscowości Piaski – ostatniej na Mierzeji Wiślanej. Na tamtejszej plaży było wiecej ptaków niż plażowiczów, więc było to idealne miejsce na odpoczynek.

Oficjalnie ogłaszam naszą podróż szlakiem latarni morskich za ukończoną!

Nocleg: Parking przy plaży w Piaskach
GPS/Google Maps: 54°26’16.9″N 19°36’06.5″E /54.438024, 19.601816
Dystans: 120 km

Dzień 11

Ostatni dzień był również wietrzny i chłodny, więc tylko pospacerowaliśmy brzegiem morza, pożegnaliśmy Bałtyk i wyjechaliśmy do Krakowa. Z noclegiem po drodze (52°32’51.3″N 19°15’17.0″E / 52.547573, 19.254731), zmęczeni ale zadowoleni wróciliśmy do domu z urlopu szlakiem latarni morskich.

Informacje praktyczne

Jast to pierwszy, ale nie ostatni artykuł z cyklu szlakiem latarni morskich. Wrótce coś dopiszę, podając wiecej informacji praktycznych, które mam nadzieje, ułatwią Wam planowanie własnej podróży.

O latarni raz jeszcze

Na koniec taka anegdotka. Pierwsza Polska udokumentowana latarnia świeciła na wyspie Wolin już w X wieku i nazywana była „garnkiem wulkana”. Najstarsze i najsłynniejsze na świecie, to latarnia w Aleksandrii i (prawdopodobnie) Kolos Rodyjski. Obie już nieistniejące, ale uznawane za jedne z siedmiu cudów świata. W obecnych czasach, kiedy wszystkie morskie jednostki wyposażone są w GPS, latarnie nie są już kluczowym znakiem nawigacyjnym. Nie można jednak powiedzieć, że są bez znaczenia. Płynąc w nocy po morzu, w dalszym ciągu wypatruje się tych migających światełek.

Pamiętam jak nocą płynęliśmy s/y Jagiellonia przez Cieśninę Mesyńską. To tam, według legend mieszkały syreny, które swym śpiewem ściągały żeglarzy na skały. I rzeczywiście, prądy morskie są tam tak silne, że znosiło nas na brzeg, co w nocy było widać wyłącznie na GPSie. A jeśli by nie było GPSa? Wtedy właśnie migające światło latarni pomogłoby nam bezpiecznie przepłynąć. Odyseusz, chcąc minąć cieśninę, a jednocześnie usłyszeć syreni śpiew, zatkał uszy swoim marynarzom, a sam przywiązał się do masztu. My po prostu włączyliśmy silnik. A syreny? Cóż, może spotkamy je innym razem.

Jadzia

Kategorie