Wózkiem w Beskidzie Żywieckim – Hala Boracza

Beskid Żywiecki z dziećmi

Spragnieni przyrody w większej ilości, niż 10 drzewek w naszym przydomowym ogródku, na pierwszą w tym sezonie wyprawę, wybraliśmy Halę Boraczą w Beskidzie Żywieckim. Ponieważ planowaliśmy spacer z wózkiem, szukaliśmy szlaku z asfaltową lub szutrową drogą. Hala Boracza idealnie się do tego nadaje.

Cel jest wybrany, kamper jest przygotowany do sezonu, a więc ruszamy w drogę.

Hala Boracza na spacer z wózkiem

Ponieważ 9 maja, to miała być pierwsza ciepła i słoneczna sobota, w której atrakcje i infrastruktura turystyczna miała być otwarta, żeby uniknąć tłumów postanowiliśmy wyjechać w piątek. Na Halę Boraczą wyrusza się z Żabnicy. Szlak rozpoczyna się z parkingu za wsią (Żabnica Skałki). Jest to niewielki parking przy sklepie spożywczym, gdzie wolne miejsca kończą się już późnym rankiem. Turyści stają więc wzdłuż drogi. My pojechaliśmy 900 m dalej, na kolejny parking, z którego wróciliśmy się na szlak.

Początkowo szlak biegnie asfaltową drogą, później prowadzi przez las, jednak turystom z wózkami lub z małymi dziećmi łatwiej będzie kontynuować spacer drogą, aż do samego schroniska. Jedynie ostatnie kilkadziesiąt metrów to droga szutrowa, którą jednak spokojnie przejedzie nawet wózek spacerowy z małymi kółkami.

Ponieważ każdy patyk i każda szyszka była interesująca, to trochę jadąc, trochę idąc, wejście na górę zajęło nam 1,5 godziny. Hala obejmuje rozległe trawiaste tereny w rejonie przełęczy, z pięknymi widokami na wzgórza Beskidu Żywieckiego. Warto zabrać ze sobą koc i poleniuchować na trawce. Na Hali jest również schronisko, gdzie można kupić coś do jedzenia.

Hala Boracza jest fajną bazą wypadową na inne szlaki, ale to już nie wózkiem (mapa szlaków turystycznych w rejonie). Powrót tą samą trasą zajął nam również 1,5 godziny, bo przecież trzeba było dokładnie sprawdzić czy mijane pod górę patyki i szyszki wciąż znajdują się na swoim miejscu.

Rzeczka pełna skarbów

Szukając noclegu w okolicy zdecydowaliśmy się na pole biwakowe. Chcieliśmy uniknąć tłumów, a noce są jeszcze na tyle chłodne, że nie spodziewaliśmy się nocujących pod namiotami. I rzeczywiście, oprócz nas była jedna rodzina, która przyjechała z przyczepą kempingową. Wybraliśmy Pole biwakowe Cicha, 34-371 Soblówka 49.461436 N, 19.144178 E.

Świetne miejsce! Duża, ogrodzona polana, kilka ławek, duża altanka, 3 miejsca na ognisko i pełno drewna. Tu podziękowania dla Nadleśnictwa Ujstoły za dostarczanie drewna – trochę go spaliliśmy :). No i oczywiście rzeczka pełna skarbów – kamyczków do rzucania, żwiru do zbierania, zimnej wody do chlupania się.

Ogniska czar

W piątkowy wieczór tylko zapoznaliśmy się z rzeczką, a po położeniu dzieci spać zaprzyjaźniliśmy się z ogniskiem. Troszkę się baliśmy tej nocy, ponieważ temperatura miała spaść do 6 stopni (spadła do 2 stopni) ale ogrzewanie w kamperze dało radę. Chciałabym napisać, że wieczór spędziliśmy siedząc przy ognisku ale byłoby to kłamstwo. Było tak zimno, że właściwie staliśmy przy nim obracając się jak na rożnie, grzejąc naprzemiennie przód i tył – ale daliśmy radę :).

Następny dzień w większości spędziliśmy na rzeczką. Emilka była przeszczęśliwa i nawet kilkakrotne zmoczenie się w lodowatej wodzie nie ostudziło jej entuzjazmu. I chociaż mieliśmy wrócić do domu już w sobotę, to pole biwakowe okazało się tak fajne, że postanowiliśmy zostać na kolejną noc.

Tymczasem zadzwonili znajomi z Krakowa, więc i ich namówiliśmy na ognisko. Przyjechali przywożąc kiełbaski i ziemniaki. Żaden, ale to żaden grill nie dorówna smakowi kiełbaski upieczonej w ognisku. A ziemniaki…. mniam… jedzone z masłem i solą kojarzą mi się z wakacjami u dziadków. Ogniska były bardzo częste, nie zawsze z kiełbasą ale zawsze z ziemniakami, które uprawiali dziadkowie. Bez talerzy i sztućców, po prostu wycierane z popiołu o trawę. Tym razem było podobnie. Znajomi nie dowierzali jak Arek powiedział, że zjem 8 ziemniaków – w sumie słusznie – zjadłam 12 :). A że ten wieczór był cieplejszy, mogę szczerze powiedzieć, że posiedzieliśmy przy ognisku.

Trasą widokową przez Beskid Śląski

W niedzielę, po pożegnaniu się z rzeczką, pojechaliśmy do domu. Postanowiliśmy jeszcze przejechać się trasą widokową przez Beskid Śląski. Przez Kaszmenicę pojechaliśmy do Koniakowa i Istebnej. Widoki pięknę! Ale nie polecam drogi przez Kaszmenicę osobom ze słabymi silnikami czy starymi kamperami. Droga wojewódzka 943 też dostarczy pięknych widoków, a nie będzie stwarzać zagrożenia, że silnik się zagrzeje albo samochód zacznie się staczać. Nasz kamper nie jest zbyt stary i ma sprawny silnik, ale pod koniec drogi musieliśmy zredukować na drugi bieg i liczyć na to, że nie spotkamy nikogo z przeciwka, ponieważ zatrzymanie się i ruszenie pod górę byłoby niemożliwe.

Na postój są przewidziane punkty widokowe zaznaczone tutaj: mapa. Do wyboru mamy Koczy Zamek, Tyniok lub Ochodzita w Koniakowie. Wystarczy kilka lub kilkanaście minut spaceru pod górkę z parkingu i można podziwiać nie tylko Beskid Śląski i Żywiecki ale, przy ładnej pogodzie, nawet Tatry. Z kolei Istebna zaprasza na punkt widokowy Młoda Góra (wózkiem nie da rady) albo Złoty Groń (wjazd samochodem). Nasze dzieci spały, więc tym razem nie szliśmy na te punkty widokowe, ale ponieważ już przez szybę samochodu były piękne widoki (udało mi się zobaczyć Tatry), to z pewnością przyjedziemy tu innym razem. Przez Wisłę, Park Krajobrazowy Beskidu Śląskiego i Szczyrk wróciliśmy do Żywca i stamtąd do Krakowa.

Hala Boracza wózkiem to był bardzo fajny czas spędzony w Beskidzie Żywieckim. Ale Beskid Śląski również mnie zachwycił. Zdecydowanie tam wrócimy.

A jeśli szukacie pomysłu na spacer wózkiem w Tatrach, to polecamy Strbskie Pleso na Słowacji. Opis z tamtego weekendu znajdziecie tutaj.

Powrót na górę