Zamek w Chęcinach i Zoo Leśne Zacisze

Czas na zamek

Na pierwszy wyjazd zaplanowaliśmy okolice Kielc – niedaleko i wiedzieliśmy, że jest co zwiedzać. W planie na weekend mieliśmy Zamek w Chęcinach i skansen w Tokarni. 

Na miejscu zostaliśmy zaskoczeni tym, że parking pod zamkiem jest bezpłatny. Mieszkając w Krakowie, jeżdżąc w Tatry, jesteśmy raczej przyzwyczajeni do tego, że każdy skrawek trawy jest płatny, a tu taka niespodzianka.

Zamek w Chęcinach nie jest przystosowany dla osób poruszających się na/z wózkami. Więc zarówno my, jak i inni rodzice zostawiliśmy wózek pod murami i nosiliśmy Emi na rękach. Podejście do zamku jest fajnie zagospodarowane, z drewnianymi posągami Królów Polskich i innych ważnych osób. 

Zaskoczył mnie rozmiar ruin i pomieszczeń w środku – były naprawdę małe. Część mieszkalna miała może 25-30 m2, więc nawet jeśli było tam kilka poziomów, to i tak pomieszczenia musiały być bardzo niewielkie. Ale takie obserwacje przypominają mi stale, jak bardzo zmienił się tryb życia, i że w XIV wieku nie mieli ogrzewania gazowego.

Pierwszy nocleg na dziko

Ponieważ zaczęło się robić późno, postanowiliśmy przełożyć skansen na niedzielę i udać się na poszukiwanie naszego pierwszego noclegu. Wstępnie miałam upatrzone 2 miejsca „na dziko”, nad dwoma pobliski jeziorami, znalezione na stronie polskicaravaning.pl.

Zajechaliśmy do pierwszego (jezioro Bodmin) ale okazało się, że teren został zagospodarowany. Stoi szlaban, zacumowano łódki do wynajęcia, a wokół jeziora było pełno ludzi, łapiących ostatnie promienie słoneczne. Nie  wyglądało to na miejsce, gdzie można wygodnie biwakować, więc postanowiliśmy pojechać do drugiej miejscówki (jezioro Borków). Po drodze jednak zauważyliśmy inne jezioro (Zbiornik Wodny Morawica) i stwierdziliśmy, że warto je sprawdzić. Jezioro było ogólnodostępne, z piaszczystą plażą, alejkami do spacerowania i ławeczkami. Zjechaliśmy na mały szutrowy parking ( 50.745595N, 20.630857E), gdzie stało kilka osobówek, jak się okazało, wszystko wędkarze. Kilkanascie metrow dalej był już zakaz wstępu, więc stwierdziliśmy, że przed nim powinno być ok :).

Przyznam się szczerze, że nie czuliśmy się zbyt pewnie w tamtym miejscu. Nie wiedzieliśmy, czy na pewno możemy zostać na noc i czy nikt nie będzie się nas czepiał. Był to nasz pierwszy nocleg kamperem i nie mieliśmy jeszcze doświadczenia w nocowaniu poza kempingami. Wieczór spędziliśmy spacerując wokół jeziora i pijąc piwko na ławeczce przed kamperem. 

Śniadanie w lesie

Nad ranem obudzili nas kolejni wędkarze, więc postanowiliśmy na śniadanie udać się gdzieś indziej. Ruszyliśmy główną drogą i skręciliśmy w pierwszą mniejszą asfaltową drogę, prowadzącą w las. Zatrzymaliśmy sie na uboczu tej drogi i rozkoszowaliśmy się śniadaniem w cieniu sosnowego lasu, i przy akompaniamencie śpiewu ptaków. 

Okazało się, że droga którą wybraliśmy wiedzie do Zoo Leśne Zacisze, więc po raz kolejny postanowiliśmy odłożyć wizytę w skansenie.

Zoo Leśne Zacisze

Zoo okazało się świetnym pomysłem. Byliśmy tam niedługo po otwarciu, więc oba dostępne, bezpłatne parkingi, były jeszcze puste. Wstęp płatny (25zł bilet normalny, 20 zł ulgowy) ale naprawdę warto. 

Porównując do krakowskiego zoo – w kieleckim wykorzystano piękne, leśne położenie, więc zamiast szerokich asfaltowych alejek mamy wąskie, zacienione, żwirowe dróżki. Poza tym, spotkamy tam naprawdę fajne zwierzęta. Na trasie zwiedzania jest mnóstwo ławek i huśtawek gdzie można odpocząć. Ponadto, z czego my osobiście nie skorzystaliśmy, jest duży plac zabaw dla dzieci, połączony z miejscem odpoczynku dla dorosłych. Stoi tam kilka stacjonarnych grilli, z których można skorzystać i spędzić przyjemnie dłuższą chwilę.

Po ogrodzie zoologicznym uznaliśmy, że za późno na skansen i wrócimy do niego w jakiś inny weekend. Powrót do domu zostawił nas z przyjemnym poczuciem dobrze wykorzystanego weekendu i wielkim uśmiechem na twarzach całej naszej trójki.

Jeśli chcecie poczytać o naszych innych weekendowych wyjazdach, to zapraszam do kategorii Weekndowe wypady.

Powrót na górę