Żeglowanie po Cykladach

Santorini, Mykonos, Milos… Te Greckie wyspy widnieją na większości zdjęć w internecie i są jednymi z najpopularniejszych. Więc decydując się na żeglowanie po Cykladach, my również planowaliśmy je zobaczyć. To znaczy ja. Arek, który na czas tego urlopu porzucił kierownicę kampera na rzecz steru i był naszym kapitanem, szybko zweryfikował moje plany i polecił skrócić trasę. Odrzuciłam więc Santorini, która chodź piękna, nie jest zbyt przyjazna żeglarzom.

Przez tydzień będziemy więc żeglować po Cykladach, kąpać się w ciepłych wodach morza Egejskiego, próbować grecką kuchnię i spacerować krętymi uliczkami cykladzkich miasteczek.

Żeglowanie po Cykladach

Planując żeglowanie po Cykladach korzystałam głównie ze strony Punt. To firma wypożyczająca jachty, oferująca rejsy i przede wszystkim znająca Grecję od podszewki. Opisuje szczegółowo wszystkie wyspy i dzieli się wskazówkami dla żeglarzy. Do planowania trasy świetnie sprawdzi się też interaktywny planner tras żeglarskich. Dzięki niemu zaplanowałam 190 mil na trasie Mykonos- Paros – Kimolos – Milos – Folegandros – Naxos – Mykonos. A jak nam to wyszło w praktyce?

„10 w skali Beauforta”

Chcąc zobaczyć Cyklady z pokładu jachtu można wynająć go z Aten (port Pireus) lub Lavrio albo od razu na Wyspach – Mykonos lub Paros. My zdecydowaliśmy się na Mykonos, ale następnym razem (a na pewno będzie następny raz, bo Grecja jest super) weźmiemy jacht ze stałego lądu. Czemu? Bo na Mykonos wieje….

Sprawdzaliśmy pogodę przed rejsem i jeszcze kilka tygodni po i cały czas wiało. Praktycznie tylko na Mykonos. Inne wyspy miały znacznie słabszy wiatr. Można by powiedzieć super, bo na tym polega żeglowanie, jednak nie wtedy, gdy z powodu silnych wiatrów (7B / 8B) nie możemy wypłynąć. A z każdym podmuchem moja zaplanowana trasa była coraz mniej realna.

Mykonos

Na Mykonos przylecieliśmy w piątek, więc mieliśmy sporo czasu żeby poznać wyspę, zanim następnego dnia zaokrętowaliśmy się na jachcie. Spacerowaliśmy uliczkami miasteczka, tęsknym wzrokiem patrząc na wystawy sklepowe i starając się nie widzieć cen. Wywiało nas pod wiatrakami, zmoczyło przy Małej Wenecji i zjedliśmy kolację w starym porcie. Więcej przeczytacie w artykule Mykonos – wyspa celebrytów.

Sobota

Zaokrętowaliśmy się, zaprowiantowaliśmy i usłyszeliśmy od armatora, że nie wolno nam dzisiaj wyjść, a i jutro pewnie też nie, bo za bardzo wieje… A przez ten wiatr było na tyle chłodno, że w połowie czerwca chodziliśmy w długich spodniach i bluzach.

Marina znajduje się jakieś 2 kilometry od starego miasta i najlepiej dostać się tam autobusem wodnym (2EUR). Nie polecamy pieszo. Wracaliśmy tak w sobotę wieczorem bo uciekł nam wieczorny autobus, i było to pół godziny w totalnej ciemności, po krętych drogach bez pobocza, z piaskiem sypiącym w oczy.

Niedziela

Nie musieliśmy wychodzić na pokład by sprawdzać czy wieje, bo jachtem bujało nawet w porcie, a wiatr grał na wantach w całej marinie. Z coraz większym niezadowoleniem patrzyłam na locję czując, że moje plany muszą się zmienić. Tylko z czego zrezygnować? A może jednak dopłyniemy na to Milos…

Dziewczyny zdecydowały się pojechać na plażę. My zostaliśmy relaksować się na jachcie w stylu typowo żeglarskim, czyli picie i błogie lenistwo.

Poniedziałek

Rano, zdecydowani wychodzić niemal za wszelką cenę, czekaliśmy na okno pogodowe. Niestety musieliśmy poczekać też na innych. Z powodu sztormu, w marinie schroniło się kilka katamaranów blokując nam wyjście, więc wypłynęliśmy dopiero koło 10:00.

Bardzo żałuję, że z tego dnia nie mam żadnego zdjęcia. Morze, po kilkudniowym sztormie było wzburzone, łamiące się fale z białymi grzywaczami otaczały nas z każdej strony. Ale sterowanie na tej fali było tak fajne, że po prostu zapomniałam o zdjęciach. Żeby nadrobić trochę drogi zdecydowaliśmy się odpuścić Paros i płynąć na Sifnos. Początkowo tej wyspy nie mieliśmy w planach, ale późna godzina wypłynięcia i powolne tempo (a także zmęczona załoga, dla której to był pierwszy raz na jachcie) sprawiły, że nie ciągnęliśmy na Kimolos.

Sifnos

Do małego portu Platys Gialos przypłynęliśmy późnym popołudniem. Port jest bardzo ładny. Wprawdzie przy kei jest tylko kilka miejsc (my przycumowaliśmy do innego jachtu), ale zatoka w której leży jest przestronna, z długą, piaszczystą plażą. W zatoce jest kotwicowisko i kilka jachtów, które po nas przybiło stanęło na kotwicy.

Miasteczka Kastro czy Apollonia są z pewnością warte zobaczenia, ale zanim zjedliśmy kolację nie chciało nam się już jechać w głąb wyspy. Zostaliśmy na jednej z wielu knajpek na plaży.

Wtorek

Rano, po trudach poprzedniego dnia uzgodniliśmy z Arkiem, że jednak nie popłyniemy na Milos, tylko od razu na Folegandros.

Najsłynniejszym zabytkiem na wyspie Sifnos jest Klasztor i kościół Chrissopigi. Znajduje się na półwyspie pomiędzy zatokami Platys Gialos gdzie cumowaliśmy, a Faros. Z portu do kościoła prowadzi droga, ale po co iść, skoro można popłynąć. W drodze na Folegandros zatrzymaliśmy się więc w zatoce na kąpanie i zwiedzanie klasztoru.

Folegandros

Zbliżamy się do wyspy Folegandros, gdzie przed wejściem do portu Karavostatis robimy kolejny postój na pływanie w zatoczce. Nie jest to oficjalne kotwicowisko, chociaż według mapy jest to oficjalna plaża. Cóż, nie nazwałabym plażą tego kamienistego kawałka pasu nadbrzeżnego otoczonego wysokimi klifami. Ale z pewnością mogę potwierdzić, że woda jest krystalicznie czysta. Snurkując wokół jachtu mogliśmy podziwiać dno, ławice ryb i wyobrażać sobie, że zza kamienia za chwilę wypłynie na nas rekin.

W porcie również nie było dla nas miejsca, ale udało się przycumować przy pirsie promowym. Dla pozostałych jest dobre kotwicowisko. Autobus do centrum jeździ co godzinę a ostatni powrotny jest koło 23 (godziny można sprawdzić tu lub w porcie).

Stojąca na wysokim klifie Chora (stolica wyspy) nie miała zewnętrznych murów obronnych, tylko bardzo zwartą zabudowę szeregową domów. Z kolorowymi balkonami i ogromem kwiatów prezentują się zjawiskowo. Podobnie jak zachód słońca ze wzgórza, na którym stoi kościoła Panagia. Zdania w załodze są podzielone, ale dla mnie Folegandros to najładniejsza wyspa jaką widzieliśmy.

Więcej o Sifnos i Folegandros przeczytacie w artykule Wakacje bez tłumów? Wybierz te greckie wyspy (w przygotowaniu).

Środa

Naxos

Przed nami 38 mil, słaby wiatr i pełne słońce. Płyniemy w stronę Naxos. Najpierw jednak zwiedzamy jaskinię położoną przy wschodnim wybrzeżu Folegandros. Jest niewielka, da się do niej wpłynąć pontonem. Duże wrażenie robi wnętrze oświetlone promieniami słońca wpadającymi do groty.

U wybrzeży Naxos zatrzymujemy się w dużej zatoce, by kolejny raz skorzystać z okazji jaką daje żeglowanie po Cykladach i wykąpać się w błękitnych wodach morza Egejskiego. Wpływając do portu wiedzieliśmy, że może być problem z miejscem, ponieważ chodź duży, port jest w większości zarezerwowany dla kutrów, wycieczkowych katamaranów i prywatnych właścicieli. Dlatego wcześniej dzwoniliśmy do portu z pytaniem, czy gdzieś się zmieścimy. Harbour master przycumował nas w części zarezerwowanej dla kutrów, przy samej starówce. Ten port był inny, kojarzył mi się ze starym portem na Hvarze, gdzie z jachtu widać migające światła nadmorskich knajp.

Jak zwykle wyruszyliśmy na oglądanie zachodu słońca z półwyspu, na którym znajduje się Portara, brama prowadząca w starożytności do świątyni Appolina. Półwysep połączony jest z miastem kamienną groblą. Samo miasteczko urocze, zwłaszcza w świetle następnego poranka. Czasami w internecie pojawiają się pytania, która grecka wyspa jest ładniejsza – Mykonos czy Naxos. My nie mamy wątpliwości, że Naxos.

Czwartek

W czwartek kolejny raz pogoda pokrzyżowała nam plany. Zbliżał się kolejny sztorm, który miał zacząć się już w piątek rano. Dlatego podjęliśmy decyzję, żeby do Mykonos wrócić już tego samego dnia, a właściwie w nocy – tyle by zdążyć przed sztormem. Tymczasem przed nami długi gorący dzień, który postanowiliśmy spędzić na Paros.

Paros

Paros, a w szczególności port Naousa jest uznawany za najładniejszy w całej Grecji. I chodź widziałam tylko kilka, to ten zdecydowanie był najładniejszy. Niecałe 10 mil przepłynęliśmy szybko i już przed południem cumowaliśmy w porcie. Port rybacki, ruiny zamku weneckiego, restauracje z kolorowymi krzesłami, kwiaty w oknach, wąskie uliczki – wszystko to sprawia, że spacer po Naousa zostaje na długo w pamięci. Miejscowość nie jest duża, a największe atrakcje znajdują się kilka minut spacerkiem od naszego jachtu.

Po południu popłynęliśmy w pobliże plaży Kolympethres. Zatoka jest bardzo płytka, a woda naprawdę ciepła. Chociaż z powodu dużych ilości jachtów i innych turystów woda nie była tak czysta jak przy Folegandros. Na plażę, która słynie z ciekawych formacji skalnych popłynęliśmy pontonem. W zatoce spędziliśmy leniwe popołudnie, a wieczorem ruszyliśmy w drogę na Mykonos.

Więcej o Naxos i Paros przeczytacie w artykule Perły Cyklad – Paros i Naxos. Najpiękniejsze greckie wyspy (w przygotowaniu).

Po drodze, o zachodzie słońca, towarzyszyły nam delfiny.

Piątek

W nocy wpłynęliśmy do portu i dwie godziny później zaczął się sztorm. Załoga portu miała od rana pełne ręce roboty, zwłaszcza że sami tankowali i cumowali wszystkie jachty. Ponownie część załogi poszła na plażę, a reszta została na jachcie popijając lokalne wino. Wieczorem po raz ostatni popłynęliśmy do Mykonos na kolacje.

Sobota

Część załogi wylatywała do Warszawy, a ponieważ nam odwołali lot, kupiliśmy inny z Aten. Popłynęliśmy więc promem do Rafiny (bliżej i taniej niż do Pireus, a nawet na lotnisko Ateńskie jest bliżej).

Rafina nie jest miejscowością turystyczną (bardziej transportową ze względu na olbrzymi terminal portowy), ale ma piękną plażę, i dużo restauracji oraz barów przy plaży. Zakończyliśmy więc żeglowanie po Cykladach leniwym wylegiwaniem się na plaży i kąpielami w ciepłym morzu.

Niedziela

Jako że lot mieliśmy dopiero wieczorem, chciałam pojechać do Aten i zobaczyć Akropol, ale było gorąco, słonecznie i morze wygrało z archeologią.

Żeglowanie po Cykladach

I chociaż nie udało się zrealizować mojego planu, to wyspy które zobaczyliśmy są bardzo ładne i warte polecenia. A że nie udało się popłynąć na Milos? Cóż, przynajmniej mamy pretekst, żeby wrócić w te okolice.

Nasza trasa to ostatecznie:

Powrót na górę